niedziela, 25 grudnia 2016

Renifer Rudolf

Miesiąc listopad i grudzień dostał międzyplanetarnego przyspieszenia. Topniał każdy dzień z minuty na minutę. Spina i próba opanowania prędkości skutkowały twórczym zatwardzeniem. Nie mogłam ruszyć z miejsca. Obwiniam o to wersję pierwotną, która miała trzymać się gamy bordowo-granatowej. Niestety efekt nie cieszył mojego oka, więc koncepcja musiała zupełnie zostać zmieniona. Pomogło!!!

Zaczęłam od spodni. Biały jeans yeahhh! Moja M <3, zawsze będę ją wspominać, przy szyciu spodni. W logiczny sposób wytłumaczyła mi to i owo, co przynosi za każdym razem sukces w szyciu gaci dla moich gagatków. Dlatego jest działający rozporek, kieszonki.

Potem uszyłam sweter beżowy  z haftem śnieżynek. Nie łudźcie się, że dziergałam go na drutach. Dzianina swetrowa i hafciarka równa się sukces. No nie byłabym sobą, gdybym nie utrudniła sobie sprawy. Toteż dekolt jest w serek z wypuszczonymi troczkami. Nie muszę dodawać, że ściągacz to nie atrapa :P Dorzuciłam jeszcze metkę, i gotowe!

-"Taaaa, dobre sobie".

Za prosto i za łatwo. "Że co? Że już koniec? Że niby nic już nie uszyjemy dla tego kawalera?"
 Kto mnie zna na pewno nie uwierzył w powyższe brednie...
- "Dobra!", padła decyzja: "Szyjemy kamizelkę. Pyk, pyk i będzie gotowe"
- nic bardziej mylnego!!!
 Jaki kolor, jaka tkanina? Długo po głowie chodził mi ten nieszczęsny bordowy. Ale myślę sobie, że czerwone poroże, bordowa kurtka, to nie może wyglądać dobrze... Zajrzałam do mojego przepastnego pudła iiiii, pomysł sam się zrodził.
Upikowałam w kratę granatową tkaninę i uszyłam kamizelkę  z wypustką koloru czerwonego. Żeby nie było za prosto, to w kaptur wszyłam puszek i z resztek ręcznie ukulałam pompon. O tak, teraz jegomość może opuścić moją pracownię. Na wynos do torby wpakowałam mu piernik, by nie zgłodniał, bo do Łodzi miał kawałek, tym bardziej, że jechał przez Gdynię :)

Dobranoc Kochani, zostawiam Was ze zdjęciami ...